Hektor powoli rozchylił powieki budząc się ze snu. Skrzywił się, gdy tylko ból głowy towarzyszący mu jak zwykle po nocy spożywania alkoholu uderzył w jego skronie. Ospale usiadł na posłaniu, które składało się zaledwie z kilku starych koców i poduszek. Chwycił prawie pustą już butelkę wisky. Pociągnął kilka mocnych łyków i osunął się na posłanie trzymając pustą butelkę w dłoni. Wpatrując się w dach opuszczonej katedry w której przebywał starał się nie myśleć. Ale mężczyzna wiedział, że nieważne co zrobi i jak bardzo będzie się starał klejące łapska wspomnień nigdy go nie opuszczą. Nic nie zagłuszy echa przeszłości, alkohol, kobiety czy walka. Nic. A może wcale nie chciał zapominać o tym co przeżył?
Przysłonił oczy ręką, chroniąc wrażliwy wzrok przed rażącym światłem szczytującego słońca.
- Nie trzeba było cię długo szukać, Hektor, mój chłopcze.
Błyskawicznym ruchem Hektor chwycił pistolet spod poduszki i skierował w stronę usłyszanego głosu. Nikogo tam nie było.
- Zawsze byłeś śmiały, ale ukrywanie się w dawnej bazie Łowców to naprawdę kiepski pomysł.
Hektor wstał i obrócił się wkoło nie opuszczając broni.
- Ale nadal żyjesz... To wiele mówi o tym jak sobie radzisz.
- Leukone... - wykrztusił z siebie srebrnowłosy bardzo cicho.
Zza kolumny wyłoniła się postać kobiety z długimi włosami koloru burgundu spiętymi w dwa dorodne końskie ogony. Z obu stron jej głowy wystawały zakrzywione rogi. Ubrana była w standardowy mundur Łowców.
- Mimo wszystko... Przykro to mówić, ale straciłeś wiele z dawnego refleksu. Nie wspominając słuchu.
Leukone podeszła do mężczyzny i położyła dłoń na jego nieogolonym policzku, stwierdzając:
- Wyglądasz przeokropnie.
Przejechała palcami po bliźnie na prawej powiece Hektora w niezbyt delikatny sposób, komentując jaki musiał być nierozważny, gdyż stracił oko. Nie omieszkała dodać, że już niegdyś miał dość wyraźnie cienie pod oczyma, ale teraz ciężko na to patrzeć. On nawet nie słuchał. Nie spuszczając wzroku z dawnej towarzyszki broni, starał się opanować zdziwienie jakie wywołało jej nagle pojawienie się. Przez ułamek sekundy chciał ją do siebie przycisnąć i powiedzieć jak bardzo się ucieszył znowu ją widząc, ale się powstrzymał. Nie mógł tego zrobić. Takie zachowanie było dla niego całkowicie nienaturalne, obce. Przywołał więc obojętny wyraz twarzy i jedynie wzruszył ramionami.
- Za to ty rozkwitasz. - Odepchnął jej dłoń.- Słyszałem, że jesteś nauczycielką w Akademii dla młodych Łowców. Ciepła posadka, nie ma co. Nie spodziewałem się, że taka praca może ci odpowiadać po tym co przeżyłaś Leukone, Dumo Pięciu Jedności - zakpił.
- Ludzie się zmieniają - odparła kobieta. - Wystarczy, że spojrzysz na siebie. Byłeś dowódcą, miałeś pod sobą wielu wspaniałych wojowników. Miałeś wpływy, pieniądze, władzę. Ograniczoną, przyznaję, ale jednak. Jednakże odwróciłeś się od tego wszystkiego. I to dlaczego? Bo spotkałeś na swojej drodze jednego z miliardów wykorzystywanych demonów. - Westchnęła ze zrezygnowaniem i zaczęła krążyć wkoło Hektora. - Co cię pchnęło do tego, żeby nas zdradzić? Żale Ranwe? Jego zapewne ckliwa i pełna bólu opowieść o nieszczęśliwym życiu pod butem Papieża? Był Dhan, a ta rasa od wieków służy politykom, królom i innym wpływowym ludziom, to oznacza, że nic mu nie brakowało. Nie pracował w kamieniołomach, prawda?
- Nadal masz do mnie żal. Mówisz o rzeczach, o których nie masz pojęcia.
- Zdradziłeś nas- syknęła.
Hektor zamilkł, ale gdy tylko Leukone rozchyliła usta aby mówić dalej ponownie się odezwał zdecydowanym, ochrypłym głosem.
- Od wieków demony służą ludziom. Wykorzystujemy je w ohydny sposób, traktujemy jak szmaty. Podczas gdy większość ras demonów, to inteligentne stworzenia tak bardzo do nas podobne. Często niczym się nie różnimy. Niczym, Leukone. Nie spodziewam się, że to co teraz mówię zmieni twoje poglądy. Ale to, co Ranwe mi przekazał, to co dla mnie zrobił otworzyło mi oczy. - Mocno chwycił kobietę za ramię i warknął - Więc nie obrażaj go w żaden sposób w mojej obecności.
- Ranwe cię zniszczył... - wycedziła Leukone wyszarpując rękę z jego uścisku.
- Gdybym miał wybór, to zrobiłbym to co zrobiłem jeszcze raz. Nie żałuję tego. Walczyłem w słusznej sprawie.
- Powstanie Demonów upadło! Niczego nie osiągneliście.
Hektor uśmiechnął się okropnie, tak, że jego twarz przybrała niepokojący wyraz. Wiele wysiłku włożył w to, żeby nie wymierzyć ciosu Łowczyni. Nigdy z nikim nie rozmawiał na te tematy. Dusił wszystko w sobie. Często udawał, że jego własna przeszłość należy do jakieś innej osoby. Nie dlatego, że nie był dumny z tego co niegdyś zrobił. Ale dlatego, że czasem łatwiej mu wtedy było wytrzymać z wyrzutami sumienia. A miewał takowe dlatego, że podczas bitew o wolność demonów zginęły najważniejsze osoby w jego życiu. Bez końca myślał czy mógł zrobić coś aby ich ochronić. I dlaczego on jeden przeżył? Czy to jakiegoś typu kara? I jeśli tak...to za co?
Nie podjął dalszej próby wytłumaczenia Leukone swoich racji. Schylił się aby podnieść leżący na posadce czerwony płacz, zarzucił go na ramiona i wyszedł, zostawiając kobietę bez słowa.
A co do ogólnie opowiadania, no to jakieś tam przecinki może zjadłaś. Troszkę mi przeszkadza, że na początku są jakieś krótsze zdania, ale potem się to rozwija! Ogólnie piszesz bardziej... Nie wiem, jak to powiedzieć, ale zdaje mi się, że piszesz bardziej barwnie. I to by było na tyle~!
Leukone powinnam więcej, kurtka, wciskać.
Przecinków nazjadałam, zdania ucinałam, rozwijałam... Co tam się działooo...Sama nie wiem! Ale jest przynajmniej.
Uciszyłoby mnie to. Dzięki!
Więcej Leukone! Oł tak. Ale rozwinęłaś się przez ten czas, kiedy czytałam twoje pierwsze opowiadania (znaczy moje twoje pierwsze, wiesz...). To istotne!
Wiem, wiem.
Zestarzałam się... TOT
Toż jesteś w idealnym wieku!